To nie ten czas, kiedy brać żakowska chodziła głodna, chłodna i obdarta. Tak wyglądały początki życia akademickiego w średniowieczu i w okresie późniejszym, kiedy to ówcześni żacy często nie mieli co do ust włożyć. Dlatego najczęściej nosili przy sobie specjalne garnuszki, do których dobrzy mieszczanie wlewali im jakąś zupę czy też wrzucali kawałki mięsa pozostałe z obiadu. Dzisiejsi studenci już nie chodzą po proszonym jak ich ówcześni imiennicy, ale jest jedna analogia tamtych i obecnych czasów i tamci i ci cierpieli na chroniczny brak gotówki. Nic więc dziwnego, że nasi studenci gdzie tylko się da dorabiają do skromnych datków rodzinnych, a przede wszystkim liczą na kredyty studenckie, które przygotowało dla nich państwo wspólnie z bankami. Ale nie tylko kredyty są dla nich przygotowane, ale także konta bankowe, karty kredytowe, a nawet istnieje ubezpieczenie indywidualne dla studenta. Okazuje się bowiem, ze rynek ubezpieczeń nie chcąc pozostać w tyle zaproponował nowy produkt, które zwie się ubezpieczenie indywidualne studenta.
- Od kiedy pamiętam interesowałem się maszynami, wszelkimi urządzeniami technicznymi, sposobem ich działania i naprawy, nic więc dziwnego, że po ukończonym gimnazjum moje kroki skierowałem do technikum. Niemal wszyscy moi koledzy z klasy poszli do liceum – mnie interesowała technika. Po maturze oczywiście studia na politechnice. Już w drugiej klasie technikum rodzice założyli mi konto młodzieżowe w banku, aby nauczyć mnie dysponować swoim skromnym kapitałem kieszonkowego. Rodzice ufali mi, a ja ufałem im. Zresztą do kieszonkowego dokładałem sporo gotówki zarobionej u zaprzyjaźnionego z nami właściciela warsztatu samochodowego i tak stawiałem pierwsze kroki w finansowy świat. Po maturze, już będąc na pierwszym roku studiów postanowiłem założyć sobie konto dla studenta, bowiem nie chciałem nosić przy sobie pieniędzy, które rodzice co miesiąc wysupływali na moją naukę. No i oczywiście dostałem kredyt studencki, więc tym bardziej konto dla studenta było mi potrzebne. Na drugim roku studiów już musiałem radzić sobie sam, bowiem rodzice nie byli mi w stanie dalej pomagać. Wtedy ubezpieczenie indywidualne dla studenta nie istniało, a szkoda, bowiem różne rzeczy się zdarzają. Dorabiałem w okresie studiów gdzie tylko się dało. Skończyłem studia, poszedłem do pracy, ale przy banku w którym miałem od początku konto dla studenta pozostałem – opowiada swoją historię były student dziś właściciel dużego warsztatu samochodowego.
Trzeba przyznać, że banki znają się na interesach, a przecież doskonale wiedzą, że na studentach kokosów nie zarobią. Nie mniej w ofertach bankowych nie brakuje propozycji dla studentów. W bankach doskonale wiedzą, że jeżeli żacy zostaną dobrze obsłużeni, nawet za niewielkie pieniądze, pozostaną przy swoim banku. I tak się najczęściej dzieje. Pozostają już jako przedsiębiorcy, inżynierowie, czy też ludzie wolnych zawodów. Studenckie konta bankowe, kredyty, czy też karty – oczywiście na dogodnych dla studenta warunkach – sprawiają, że banki postawiły na dobrą kartę. Teraz na taką kartę postanowiły postawić firmy ubezpieczeniowe. Stąd ich oferta studenckie ubezpieczenie indywidualne. Jednak czy z podobnym skutkiem?
Comments